Obrazy z życia i podróży





w futrzanej nabakier czapce, rozparty siedzi i podobno drzemie. Zaledwo przebył Łucką bramę — nieszczęśliwy! budzi się w krzyku i hałasie, któż go nic pojmuje. — Panie, Panie!
Jasny Panie!
— Niech Pan tu zajedzie.
— Jasny Pan tu zawsze stoi! Jasny Panie! Pan Marszałek u mnie kwateruje.
— A wej, na co ten krzyk, prosim do nas, stancja ciepła!
owies tani, wygoda wszelaka!
— W rynku zajęto! w rynku zajęto!
Tak wrzeszczą faktorowie, których ciżba otacza powóz, zatrzymuje konie za cugle, czepia się koł, uwieszą na drzwiczkach, napróżno Jasny Pan i jego dwór łają, krzyczą, biją,
odpędzają, chcą uciekać, już ich Żydzi niepuszczą, aż ulokują w bezpiecznem miejscu i pokrwawią się między sobą kłócąc, o odmówienie gościa.
Przez całą Szeroką ulicę (na której mimo nazwiska dwóm powozóm ominąć się trudno) wiodą z tym krzykiem Jasnego Pana Żydzi, wiodą go aż w rynek, tu ledwie się uszy końskie
z ulicy pokazały, nowa zgraja ze wszystkich domów zajezdnych wylatuje, pędzi rozbijając, popychając, kłócąc i osiada powóz.
— Do mnie, do mnie, do mnie!
Targają konie, szarpią ludzi; aż nareście pan wysyła sługę nająć lokal.
Nieszczęsny sługa, ho ledwie wysiadł, już wpół uduszony, podszedł krok, rozdarli mu płaszcz, dalej już i ruszyć mu się nie podobna.
Druga połowa Żydów oblega powóz i biada źle strzeżonym węzełkom podróżnego. Nareście jakoś tam umieścił się pan, zajeżdza powóz we wrota. Pozostali faktorowie śmieją się!
— Ha! ha! dobra stancja! złodziejski dom! czarna izba i t. d.
My wróćmy do Łuckiej Bramy.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 Nastepna>>